2004 11
 
 
 

Dokumenty złożone w TeX-u w kilku językach i pismach

TeX jest także wzorem sztuki programowania. Autor za każdy znaleziony w nim błąd wypłaca pieniądze. Wystarczy powiedzieć, że procedura ta nie doprowadziła go bankructwa.

Częścią sytemu TeX jest Metafont, język konstruowania krojów pism. Jego specyfika polega na tym, że kształty powstają poprzez symulację narzędzia i sposobu kreślenia poszczególnych znaków.

Przykładowy sposób kreślenia litery A w systemie Metafont

TeX jest dostępny za darmo dla każdego. Skoro jest tak dobry i do tego darmowy, dlaczego w ogóle istnieją inne programy do składania tekstów? W tej sytuacji każdy powinien używać TeX-a. Tajemnicą jest jego trudna obsługa. Nie jest to system wizualny (ang. WYSIWG, what you see is what you get). Tworzenie dokumentu w TeX-u przypomina pisanie programu, obsługuje się go komendami. No cóż, nie każdy jest programistą i nie każdy lubi programować...

Fragment dokumentu w systemie TeX

Kiedy desktop publishing zabił zecerów

Jesteśmy świadkami kolejnego przełomu: nastała era desktop publishing. I czy podobnie jak działo się to dotychczas, znowu jesteśmy świadkami kolejnego obniżenia typograficznej jakości druków? Niewątpliwie tak. Wystarczy wejść do dowolnej księgarni i losowo wyciągnąć dowolną książkę. Stawiam złotówki przeciwko orzechom, że będzie ona typograficznie fatalna. Nie musi wcale to być widoczne na pierwszy rzut oka. Na czytelność tekstu mają bowiem także wpływ czynniki, które nie są widoczne dla osób nie mających przygotowania typograficznego.

Skutki obniżonej czytelności mogą się objawić nieuświadomione. Na przykład po przeczytaniu dwudziestu stron zmęczeni odłożymy książkę, kładąc to na karb treści dzieła. A przyczyną może być forma: książka może być ciekawa, ale ze względu na bardzo złą czytelność, czytanie nas bardzo męczy. Doskonałe dzieło może się okazać nie do przeczytania.

Dlaczego tak się dzieje? Przyczyn jest kilka. Po pierwsze, warsztat narzędziowy stał się powszechny i ogólnie dostępny. W dawnych, dobrych czasach nie było łatwo stanąć przed kasztą z czcionkami czy maszyną do składania tekstów. Zecerem nie zostawało się od razu. Wymagało to wielu lat nauki i praktyki. Dziś wystarczy kupić komputer za kilkaset złotych. Elitarne umiejętności stały się zbędne. Zecerzy zniknęli z powierzchni ziemi. Po drugie, w Polsce rewolucja desktop publishing nałożyła się na rewolucję w sferze wolności gospodarczej. Nagle pojawiło się kilka tysięcy wydawców. Różnych wydawców. A to wydawca decyduje o wyglądzie książki. Może zatrudnić typografa albo dziecko sąsiada z komputerem i pirackim programem. Różnica w cenie usługi będzie znacząca. A po co płacić za coś czego nie widać (jak pisałem, niska czytelność książki jest najczęściej niezauważalna dla niefachowców)? Po trzecie wreszcie, codzienna kultura znaku w Polsce jest na bardzo niskim poziomie. Wystarczy choćby rozejrzeć się po literniczym otoczeniu w przestrzeni publicznej w dowolnym mieście w Polsce i w dowolnym mieście państw o wielusetletniej typograficznej tradycji. Przełożenie na estetykę książek jest oczywiste. Skoro każdy na co dzień żyje w takim koszmarnym otoczeniu literniczym, to jego poczucie typograficznej estetyki musi być stępione. Skoro czytelnicy nie wymagają tego, żeby książki były ładne (bo skąd mają wiedzieć jakie są ładne?) , to po co im to zapewniać? Znowu pojawia się aspekt ekonomiczny: po co wydawca ma ponosić koszty czegoś co jest zbędne, dobrego typograficznego projektu?

Strona jednego z przebojów wydawniczych.

Jest też oczywiście druga strona medalu. Użycie komputerów daje niespotykaną dotychczas swobodę i łatwość projektowania typograficznego. Pojawiają się techniki, które nigdy dotąd nie były dostępne. Teksty mogą być składane na poziomie nigdy dotychczas nieosiągalnym. Ale powtórzę jeszcze raz: do dobrego, czytelnego i estetycznego składania tekstów potrzebna jest spora wiedza. Żaden program jej nie zastąpi, żaden tekst sam się dobrze nie złoży, a pomiędzy tekstem złożonym a złożonym dobrze jest kolosalna różnica.

Bibliografia:

· Warren Chappell, Robert Bringhurst: A Short History of the Printed Word. Point Roberts, Hartley & Marks Publishers, 1999.

· Sven Dahl: Dzieje książki. Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, 1965.

· Donald E. Knuth: Digital Typography [w] Digital Typography. Stanford,CSLI Publications, 1999. S. 1-18.

· Simon Loxley: Type. The Secret History of Letters. London, I.B. Tauris, 2004.

· William Morris: Aims in Founding the Kelmscott Press [w] Typographers On Type. New York, W.W. Norton & Company, 1995. S. 3-6.

· Tibor Szántó: Pismo i styl. Wrocław, Zakład Narodowy im. Ossolińskich - Wydawnictwo, 1986.

Artykuł jest streszczeniem wykładu wygłoszonego na 24 września 2004 na Międzynarodowych Warsztatach Typograficznych w Krakowie, pod tytułem „When Typographers Get Angry”.
drukuj o autorze podaj dalej komentuj

Get macromedia Flash Player



czytaj również
->Akademicki Kurs Typografii
->Na krańcach... typografii – ATypI Helsinki 2005
->Retrospektywa mistrza powojennej typografii – Światło dała czarna sadza. Leon Urbański – Grafik, Typograf (1926-1998)
->Building Letters Three [TSUNAMI EDITION]
->Litery w mieście. Taki duży, taki mały...
->Projekt „Bookmark”
komentuj
Pan smutny szewc
e-mail | www
2007-05-22 23:55:11

Panie, co Pan! Te literki są za małe! Niech Pan rozciągnie na całość, bo prosze spojrzeć ile powierzchni się marnuje! no... i jeszcze troche tak jesli by Pan mógł do góry to pociągnąć, wie Pan, tak nieproporconalnie. ;]

tak wyglada projektowanie w polsce. pewnie, mozna sie klucic i tlumaczyc, ale ja po 2 latach ma dosy. chyba przezuce sie na fotografie, albo wyjade ;]

Dodaj komentarz...