2006 03-04
 
 
 

Londyn Fiszera (III): Imperium Matchama
Tomasz Fiszer

Zdezorientowany, zatrzymałem się przed budynkiem przypominającym dzieło szalonego cukiernika. Różnorodność stylów i architektonicznych cytatów, z jakich powstał teatr London Coliseum, może powalić z nóg nawet przywykłego do rozbuchanego eklektyzmu mieszkańca Łodzi. W bryle obiektu dominuje barokowa wieża, przywodząca na myśl dzieła Christophera Wrena. Dźwiga ona gigantyczny ażurowy globus, który, obracając się, pokazuje złożoną ze świecących żarówek nazwę teatru. Ponad wejściem, osłoniętym baldachimem w stylu Arts and Crafts, architekt umieścił przetworzoną na angielską modłę serlianę. Natomiast zwieńczeniem budynku jest francuski barokowy dach, przywołujący pałac Vaux-le-Vicomte.

Odczytywanie architektonicznych zapożyczeń mogłoby potrwać jeszcze dłuższą chwilę, lecz niestety spieszyłem się by zająć miejsce na widowni, zanim rozpocznie się opera.

Zewnętrzny wygląd teatru okazał się jedynie skromną zapowiedzią karnawału, jaki odbywa się w jego wnętrzu. Z trzeciej kondygnacji balkonu, spod samej kopuły, oglądałem biało-złote, rokokowo- edwardiańskie wnętrze tortu. Rozpoczął się spektakl i – ku swojemu zaskoczeniu – stwierdziłem, że atonalna współczesna opera ‘The Bitter Tears of Petra von Kant’, której libretto powstało w oparciu o film Reinera Marii Fassbindera, ‘odnalazła’ się świetnie we wnętrzach przywodzących na myśl raczej ekstrawagancki eklektyczny kabaret niż siedzibę szacownej instytucji. Antrakt spędziłem na bezowocnym poszukiwaniu foyer (to dopiero musi być dekoracyjny spektakl!). W labiryncie schodów o nieznanej mi logice odkryłem klaustrofobiczną kawiarnię i hol, zaaranżowane współcześnie, w pozornie pozbawiony sensu sposób, a także barowe kontuary na tyłach dolnej widowni i balkonów.

Nieposkromiony eklektyzm, niezrozumiałe rozwiązania funkcjonalne i trudny repertuar teatru połączyły się we wrażenie tajemnicy, jaką przechowuje w sobie London Coliseum. Jaka to tajemnica? Kim był szalony cukiernik?

Frank Matcham profesji architekta uczył się praktykując w pracowniach architektonicznych XIX-wiecznej Anglii, a rzeczywisty egzamin ze znajomości rzemiosła przeszedł kontynuując, po śmierci swojego teścia, projekt i budowę teatru Elephant and Castle w Londynie. Zdolny samouk wżenił się w zamożną rodzinę, a następnie przejął architektoniczny biznes, co dopiero zapowiadało jego dalszą błyskotliwą karierę. Sukces teatru Elephant and Castle zaowocował licznymi zleceniami, dzięki którym biuro Matchama w ciągu kolejnych dwudziestu lat stało się najważniejszą w Wielkiej Brytanii pracownią projektującą budynki teatrów. Około setka nowo wybudowanych obiektów i ponad pięćdziesiąt przebudowanych składają się na imponujący dorobek architekta.

His Majesty’s Theatre, Aberdeen

The Kings Theatre, Glasgow; The Hippodrome, London

Przez kolegów architektów Matcham traktowany był z lekkim pobłażaniem, a jego pracownia szybko zyskała pogardliwy przydomek ‘komercyjnej fabryki teatrów’. Boom inwestycyjny w Wielkiej Brytanii na przełomie XIX i XX stulecia i rosnąca popularność Variete – miejsc niewyszukanej rozrywki dla niższych klas społeczeństwa, rzeczywiście wyzwolił wielką koniunkturę na budowę teatrów ‘dla ludu’. Ich specyfiką był czysto komercyjny charakter i brak stałego zespołu artystów. Frank Matcham stworzył większość obiektów z oplatającej Anglię początku XX wieku sieci teatrów Variete, w których dawały występy wędrowne trupy artystów. Dopiero pół wieku po śmierci projektanta, niesława, jaką okrył go za życia profil działalności, zaczęła ustępować uznaniu wobec jego dorobku na tyle, by w Wielkiej Brytanii możliwe stało się określenie go mianem architekta. Zaledwie dziesięć lat temu Frank Matcham został wpisany do ‘The Dictionary of National Biography’, gromadzącej biografie najwybitniejszych Brytyjczyków.

drukuj o autorze podaj dalej komentuj

Get macromedia Flash Player



czytaj również
->Funkcjonalny luksus – willa Sonneveld
->Auroville: miasto idealne – miasto niewidzialne
->Pozdrowienia z Olimpu – wykład Daniela Libeskinda
->HOT 2007: architektura
->Londyn Fiszera (I): Dom dla przyjaciół
->Golconda w Puducherry
komentuj
marysia
e-mail | www
2006-04-27 15:26:39

Twój komentarz...

arogancja architektury wspolczesnej siegnela dna!
szminka
e-mail | www
2006-04-28 00:29:27

wspolczesny architekt to nie architekt - to ignorant.
spoon
e-mail | www
2006-05-05 11:40:24

smutne po prostu...
spoker
e-mail | www
2006-05-16 14:01:32

ten ogromny napis nie jest taki zly, przeciez stary teatr obok to tez kicz, za duzo halasu o nic

Dodaj komentarz...