Londyn Fiszera (IV): Koolhaasa oświaty kaganek
Tomasz Fiszer
W tym roku pałeczka powędrowała w ręce papieża współczesnej architektury – Rema Koolhaasa, któremu – jak w poprzednich latach – towarzyszył zespół konstruktorów firmy inżynieryjnej Arup z inżynierem Cecilem Balmond na czele.


Gościom przybywającym do Serpentine od wnętrza parku oraz od strony dzielnicy South Kensington sponad koron drzew ukazuje się gigantyczny, odbijający kolor nieba, bąbel – przed klasycystycznym budynkiem galerii wylądował latający pojazd Rema Koolhaasa. Unoszący się blisko pięć metrów nad ziemią biały połyskujący balon zaskakuje nieregularnym kształtem – lekko spłaszczony od góry i niesymetrycznie rozciągnięty może kojarzyć się z monstrualnym grzybem albo owocem. W pierwszym momencie odnosimy wrażenie, że ekstrawagancki balon utrzymują na miejscu zakotwiczone w ziemi liny, jakimi został opleciony, jednak po chwili przekonujemy, że nie są one napięte, a zatem kotwica prawdopodobnie ukryta została we wnętrzu półprzezroczystej, zrealizowanej na planie koła obudowy, w której chowa się spód balonu. Do poliwęglanowego, zawieszonego kilkadziesiąt centymetrów nad ziemią „kosza” prowadzą stalowe schody.

A może to wcale nie jest obiekt latający? Z trudem można wyobrazić sobie „krzywy lot” tego balonu. Być może jest to wariacja na temat historycznej typologii budynków na planie koła – współczesne dmuchane Tempietto o lekko zdeformowanej kopule?

Czy obiekt Koolhaasa jest piękny? Czy kształt balonu wywołuje podziw (Jak On to zaprojektował i skonstruował?!) czy raczej wesołość (Patrz, ale wielki kartofel!)? Z pewnością pawilon, pomimo skojarzeń, jakie budzi, pozostaje ekstrawaganckim, trudnym do zdefiniowania, przedmiotem, który po zachodzie słońca, dzięki wewnętrznej iluminacji, upodabnia się z kolei do wielkiego lampionu, rozpościerającego wokół intensywną białą poświatę. Bo też, zgodnie ze słowami autora oraz głównego inżyniera, celem projektantów była „minimalna interwencja w przestrzeń”, wyabstrahowana od kontekstu i pozbawiona fizycznego ciężaru tak, by „architektura” obiektu nie zdominowała programu wystaw, dyskusji i wydarzeń artystycznych, który opracowany został przez Rema Koolhaasa wraz z kuratorem i krytykiem sztuki Hansem Ulrichem Obristem jako integralny element projektu.

Rzut oka na komputerową wizualizację obiektu pozwala zrozumieć pierwotną wizję architekta a jednocześnie pokazuje, jak daleko zrealizowanemu projektowi do, emanującej nieokreślonym światłem, efemerycznej przezroczystej chmury, przez którą przeziera budynek Serpentine i otaczające go drzewa. Za dnia, a szczególnie w nocy przez poliwęglanową ścianę budynku zobaczyć możemy jedynie rozgardiasz zaplecza pawilonu – rozmyty zarys skrzynek na piwo, tekturowych pudeł i mniejszych przedmiotów, natomiast balon pozostaje białym nieprzezroczystym, choć przepuszczającym światło plastikowym abażurem. Zastosowane materiały nie zdołały unieść idei twórcy, a życie wypełniło obiekt prozaicznym nieładem, przeciwstawnym świetlistemu marzeniu i uskrzydlonej wizji. Jednak to wcale nie próba stworzenia budynku “niematerialnego” czy dziwaczny kształt pawilonu wydają mi się szczególnie frapujące w realizacji Rema Koolhaasa, lecz specyficzna gra, jaką autor prowadzi z widzem.





e-mail | www
Twój komentarz...
purchawka ale jaka!
szkoda, ze Rem polskiego nie zna,
pisz dalej kolego bo ladnie piszesz i masz cos do powiedzenia,
czekam na c.d.
czesc!
kumpel
e-mail | www
bardzo chcialam, ale nie bylam w stanie dotrwac do konca...
Dodaj komentarz...