2006 10-11
 
 
 

Klasa i masa, czyli V&R dla H&M
Patrycja Mogiła

Wielcy projektanci tworzą kolekcje dla masowego odbiorcy, czyżby sen zwykłego klienta się spełnił? Związek miedzy modą ulicy a Wielkimi Projektantami łączy w sobie wielkie nadzieje i ogromne rozczarowanie zarazem. Właściwie powinien to być jeden z najbłyskotliwszych pomysłów w branży modowej, zwrot w stronę masowego odbiorcy. Ulica dostaje wielką modę a do kiesy projektanta trafiają spore zyski. Układ doskonały. Czy aby na pewno?

Zjawisko o którym mowa napędzane jest poprzez artykuły w kolorowych magazynach, wielki szum medialny, czasem lepszą czasem gorszą kampanię reklamową (w tym samym czasie następuje dyskretne windowanie cen). Rozentuzjazmowany tłum czeka niecierpliwie na możliwość posiadania chociaż kawałka wielkiego splendoru projektanta X. Po czym okazuje się, że właśnie znalazł się w posiadaniu supermarketowej tandety z niedopasowanymi guzikami, albo jaskrawymi aplikacjami (patrz Arkadius dla Ravel) za o wiele wyższą cenę niż zwykle…

Pomysł współpracy ekskluzywnych domów mody z masowym odbiorcą pojawił się na początku lat 90’ we Francji, kiedy w katalogu La Redoute pojawiły się kreacje JP Gaultiera, Lagerfelda, a obecnie Sophii Kokosalaki. Następnie wielkim sukcesem okazał się projekt Designers At Debenhams (zapoczątkowany w 1993) , który objawił wielkie korzyści dla obu stron: ogromny zysk dla projektantów mody i zadowolenie klienta.

Zjawisko jednak ulegało przeróżnym transformacjom i o ile na początku było czymś w rodzaju próby rozpieszczenia klienta i pojawiało się sporadycznie, w tej chwili notujemy istny nalot renomowanych projektantów mody na supermarkety…

Dlatego też, przeciwnie do tego co właściciele sklepów mogą myśleć, klient nie chce już dłużej kupować niedopasowanej, przekombinowanej tandety, obojętnie z jakim nazwiskiem na metce. No cóż, staliśmy się bardzo wybredni, selektywni, nie chcemy kupować wybrakowanych sweterków od Karla (Lagerfeld dla H&M) czy też fatalnie skrojonych spódnic (Kokosalaki dla La Redoute). Wielcy projektanci starają się tworzyć tanie wersje swoich ekskluzywnych kreacji, a co za tym idzie, obniżają jakość wykończenia i tkanin. Efekt jest grubo poniżej oczekiwań.

Obecnie do sieci sklepów H&M trafiła kolekcja Victor&Rolf. Lekko awangardowa marka polegała zawsze na mistrzowskim krawiectwie i modowej ironii, co kosztuje i to słono. Teraz taki sam V&R wisi na wieszakach w H&M... Owszem, mamy tu znaki rozpoznawcze holenderskiego duetu, czyli wstążki, detale w kształcie serc, muszki i guziki. Zabrakło rozmachu i jakości wykończenia prawdziwych kreacji V&R. Ten rodzaj żartu jaki mamy obecnie w H&M nigdy nie zostanie dobrze przełożony na poziom masowego odbiorcy. Jest po prostu zbyt dosłowny. Długi dwurzędowy płaszcz a’la Kuba Rozpruwacz z bezsensownym serduszkiem na pasku, jest zwyczajnie dziwny a nie tak jak było w założeniu ekstrawagancki.

Kolekcja Lagerfelda dla H&M sprzed dwóch lat była zwyczajnie nudna. Pamiętam jak wiele szumu stworzyły wokół tamtego wydarzenia media, a tak właściwie godne uwagi były tylko t-shirty. Cena co prawda prawie trzykrotnie przekraczała normalną, ale za to były z rysunkiem wykonanym przez samego Mistrza.

Naszczęście zdarzają się wyjątki! Niektóre supermarketowe kolekcje słynnych projektantów, a raczej poszczególne ich fragmenty okazały się całkiem niezłe; jak choćby Celia Birtwell dla TopShop w czasie ostatniego lata, zdecydowanie najlepszy dotąd owoc współpracy na linii kreator-supermarket. Udało się sprytnie opracować kreacje schlebiające gustom masowego odbiorcy i jednocześnie zachowujące odrobinę własnej specyfiki. Chwalę też sobie pomysły Stelli McCartney dla H&M (niestety wciąż o fatalnej jakości wykonania) oraz Preen dla TopShop.

Oczywiście i z całą pewnością elementem który ma ogromne znaczenie w krawiectwie jest jakość wykonania (w każdym aspekcie tworzenia ubrań), dlatego nie można zwyczajnie przekładać krawiectwa V&R na wersje economy, nie da się zrobić masówki z Moureta. Niestety wpadliśmy w błędne koło konsumpcjonizmu i dajemy się zadowalać nędznymi podróbkami skrzętnie wypromowanymi przez bezwzględny PR i marketing.

foto: Paulina Zdeb
drukuj o autorze podaj dalej komentuj

Get macromedia Flash Player



czytaj również
-> Warstwa pośrednia
czyli o eksperymentach z ubrań.
->+4812
->Cover your shame!




komentuj
Yezior
e-mail | www
2006-11-29 10:26:02

Święte słowa. Amen
argii
e-mail | www
2006-11-29 20:22:11

bardzo dobry artykul.pisz moja droga wiecej!czekam z niecierpliwoscia!
kp
e-mail | www
2007-02-17 20:26:57

Twój komentarz...

Moja droga,
to żenujący komentarz.zastanawiam się, gdzie Ty się ubierasz...wolę nie zgadywać.jeśli stać Cię na Lagerfelda, to może w krótkiej przerwie między przymiarkami sprawdź sobie pisownie niektórych słowek..."naszczęście" to juz koniec...
pozdrawiam, lecz ozięble...i idę na zakupy do H&M...
k8
e-mail | www
2007-03-13 21:50:02

Twój komentarz...Dlaczego uważasz ten komentarz za żenujący?
kurde, przeciez to prawda, Nawet jesli wszyscy ubieramy sie w hm

Dodaj komentarz...