Dolce far architettura – wystawa
włoskich młodych biur architektonicznych
w Krakowie
Tomasz Ogiński
Przez kilka wieków Włochy niepodważalnie dyktowały estetyczne modele, które edukowały, inspirowały i generowały gusta od wschodu po zachód Europy. Klasyczne włoskie elementy były, najczęściej z pewnym czasowym poślizgiem, asymilowane przez style lokalne tworząc zadziwiające melanże i stylistyczne hybrydy. Pod koniec XVII wieku na Bałkanach, za panowania charyzmatycznego italianofila, hospodara Constantina Brâncoveanu narodził się styl będący mieszaniną elementów włoskich z bizantyńskimi, w którym florenckim gzymsom i loggiom, serlianom, boniowaniu i złotemu podziałowi towarzyszyły kokoszniki, gont, bizantyjski ornament jelitowy i monumentalne zewnętrzne freski.

Sto lat później w Anglii działały pierwsze firmy zajmujące się masowym sprowadzaniem na wyspy fragmentów architektury włoskiej: kolumn, architrawów, tympanonów. Te precjoza z idealnego architektonicznego świata były następnie wmontowywane w ściany brytyjskich willi lub z pietyzmem aranżowane w krajobraz klasycznych założeń ogrodowych, jak choćby w podziwianym i naśladowanym ogrodzie w Stourhead. Mieszczący się na wąskiej londyńskiej działce dom angielskiego klasycysty Johna Soane’a jest realizacją snu architekta o doskonałym świecie, w którym projektant, w mikro skali, zrekonstruował wizje Piranesiego, Galliariego i Gonzagi: atrium z kolekcją antycznych i renesansowych kuriozów, katakumby wypełnione rzymskimi sarkofagami oraz dach inkrustowany fragmentami rzeźb przywiezionych z sentymentalnych podróży. To nie była obsesja czy mania - dla Sir Soane’a, podobnie jak dla architektów jemu współczesnych, klasyczna włoska architektura nie tyle była istotnym punktem odniesienia, co raczej jedynym dopuszczalnym architektonicznym językiem.

W wiek XX weszły Włochy z całym balastem statusu niekwestionowanego architektonicznego centrum. Hipnotyczna Asmara – stolica włoskiej Erytrei, w zamierzeniu Mussoliniego mająca stać się drugim Rzymem, była ostatnim manifestem wielkich, globalnych ambicji włoskiej architektury. To odkryte niedawno przez historyków architektury idealne modernistyczne miasto jest największym kompleksem futurystycznej architektury na świecie. Lecz zarówno entuzjazm z jakim tworzono na kreślarskiej desce „pustynne urbem przyszłości” jak i jego kuriozalne budynki zostały kompletnie zapomniane.






e-mail | www
Twój komentarz...
e-mail | www
Bardzo interesujacy artykul!
Dodaj komentarz...