2007 01-02
 
 
 

Londyn Fiszera (V): Laboratorium kształtów
Tomasz Fiszer

Instalacja przestrzenna autorstwa Krzysztofa Bednarskiego zatytułowana „Moby Dick” jest jednym z kilku dzieł sztuki drugiej połowy XX wieku, które wywarły na mnie największe wrażenie. Pocięty na nieregularne segmenty, masywny, czarny kadłub łodzi, „wciąga” widza do swojego wnętrza, wywołując odczucie odcięcia od „realnego świata”, a nawet wątpliwości co do istnienia świata w ogóle.

„Moby Dick”, Krzysztof M. Bednarski, 1986

Ciemna skorupa, którą jedynie dalekie skojarzenie łączy z jej pierwotną funkcją, zdawała się rozsadzać wnętrze łódzkiego Muzeum Sztuki, w którym zobaczyłem ją po raz pierwszy kilkanaście lat temu. Przy akompaniamencie „muzyki sfer”, zarejestrowanej przez NASA, a wykorzystanej przez artystę jako element instalacji, dokonywała się na moich oczach eksplozja tego „nie-kadłuba, nie-łodzi” w już nie mieszczańskim, a jakby jeszcze nie muzealnym wnętrzu Pałacu Poznańskiego, mieszczącego łódzką instytucję. Bez względu na moją ówczesną nieznajomość powieści Hermana Melvilla, do której odwołał się Bednarski, pobyt we wnętrzu ciemnej skorupy, pachnącej żywicą poliestrową, pozostawił we mnie trwałe wspomnienie.

Informacja o powstałym w Londynie, przezroczystym, przypominającym akwarium budynku laboratorium, w którym „unoszą się” gigantyczne twory o organicznych formach, wykonane przy użyciu technologii produkcji łodzi i jachtów, wzbudziła we mnie wielkie zainteresowanie. Nasuwające się natychmiast skojarzenie z moim ulubionym dziełem sztuki zachęciło mnie do wizyty w dzielnicy Whitechappel, gdzie jeden z najbarwniejszych współczesnych architektów angielskich – William Alsop – wzniósł budynek laboratorium i auli wykładowej Blizard college'u Queen Mary należącego do University of London.

Okolica stacji metra Whitechappel jest malowniczym połączeniem arabskiego „suku”, indyjskiego „bazaru” i polskiego targowiska. Zaledwie kilka przecznic stąd, wśród wiktoriańskich szeregowych domów, mieszczących w parterach pakistańskie restauracje, indyjskie sklepy jubilerskie i arabskie bary, zlokalizowany został Institute of Cell and Molecular Science, budynek który w oryginalnej architektonicznej oprawie oferuje zaplecza laboratoryjne na najwyższym poziomie, przez co ma stanowić symbol naukowych ambicji uniwersytetu i przyciągać młodych naukowców.

widok placu pomiędzy budynkiem laboratorium (po lewej stronie) i budynkiem hallu z kawiarnią i częścią techniczną (po prawej stronie)

Dla uzyskania odpowiedniego przedpola, podwyższającego rangę obiektu w przestrzeni dzielnicy, duży fragment działki projektanci przeznaczyli na ogólnodostępny plac publiczny, po dwóch stronach którego zlokalizowali, wykonane z refleksyjnego lekko przyciemnionego szkła „pudła”, mieszczące laboratorium oraz wąski hall wejściowy, w którym ulokowana została kawiarnia oraz, na wyższych kondygnacjach, pomieszczenia zaplecza technicznego. Przestrzeń pomiędzy obiektami – w założeniach architektów publiczna, czyli służąca wszystkim mieszkańcom i odwiedzającym oraz integrująca tutejsze środowisko naukowe z lokalną społecznością – w praktyce pełni jedynie funkcję skrótu pomiędzy dwoma równoległymi ulicami. Architekci wspominają o idei utworzenia w tym miejscu „ogrodu rzeźb”. Czyżby sztuka miała posłużyć humanizacji miejsca emanującego pustką i pozbawionego żywotnej funkcji?

widok szklanej ściany budynku laboratorium

Oba budynki są niedostępne dla osób spoza uczelni, co – zrozumiałe w wypadku laboratorium – irytuje w odniesieniu do kawiarni, otwartej szklaną ścianą w stronę placu. Zarówno okoliczni mieszkańcy jak i przybysze z zewnątrz zostają postawieni w sytuacji tytułowego wujaszka z filmu Jacques'a Tati, który przez kolejne szklane kurtyny jest w stanie zajrzeć w głąb budynku i w ograniczonym zakresie obserwować ruch jego użytkowników, co jednak nie pomaga mu zrozumieć sensu spektaklu, jaki rozgrywa się we wnętrzu. Trudno tu mówić o integracji, a początkowe zaciekawienie zastępuje irytacja ułudą zaproszenia do wzięcia udziału w wewnętrznym życiu budynku.

widok wnętrza budynku laboratorium; na dole na pierwszym planie – recepcja; biała owalna forma mieści salkę konferencyjną

Widok, jaki ukazuje się nam, kiedy – przytykając nos do szklanej tafli – próbujemy zajrzeć do środka laboratorium, budzi w pierwszym momencie dziecięcą radość i euforię. Ponad naszymi głowami, we wnętrzu „akwarium”, zawisły wielobarwne, błyszczące i matowe, przestrzenne twory, przywodzące na myśl cząsteczki chemiczne, elementy komórki i wirusy. Jasno rozświetlone wnętrze o neutralnej srebrzysto – szarej kolorystyce stanowi doskonałe jednolite tło dla unoszących się w nim, pomarańczowych, czarnych i czerwonych form.

drukuj o autorze podaj dalej komentuj

Get macromedia Flash Player



czytaj również
->Pływacy Hadid
->„Nie możesz nie znać historii!*” czyli historia Philipa Johnsona (1906-2005)
->HOT 2007: architektura
->W spirali percepcji
->Londyn Fiszera (I): Dom dla przyjaciół
->Londyn Fiszera (IV): Koolhaasa oświaty kaganek




komentuj
stasiu
e-mail | www
2007-02-07 15:08:08

swietny ten Moby Dick....jak mi o nim kiedys opowiadalas to nie wiedzialem, ze taki fajny ;-)
Dawid
e-mail | www
2007-02-08 12:21:55

Obłędny budynek! Jedyne czego mi brakuje w artykule to subiektywnego wrażenia z pobytu wewnątrz, bo o ile audytorium i hall sprawiają wrażenie ciepłych i miłych to samo laboratorium sprawia na mnie wrażenie hali produkcyjnej na której przysiadły gigantyczne insekty - dla mnie odpychające i obrzydliwe. Nie wiem czy pracując tam nie miałbym sennych koszmarów ;)

Dodaj komentarz...