Andrzej Tomaszewski, Zapiski książkoroba
Przemek Dębowski
Las rzeczy
„Zapiski...” to książeczka niewielka, do pochłonięcia w jeden wieczór. Teksty nie są długie, ale bynajmniej nie umniejsza to ich wartości. Rozmaitość poruszanych tematów powoduje, że większość osób zajmujących się projektowaniem graficznym znajdzie dla siebie w „Zapiskach książkoroba” jakiś interesujący fragment. Autor przedstawia między innymi sylwetki osób szczególnie zasłużonych dla polskiej typografii (i to od czasów najdawniejszych, w książce znajdują się m.in. teksty zwięźle opisujące działalność Hieronima Wietora, renesansowego drukarza, ale i prof. Jana Pirożyńskiego, autora monografii poświęconej Gutenbergowi; znajdziemy tu również szkice dotyczące Adama Półtawskiego oraz Leona Urbańskiego – a to tylko kilka nazwisk). To jednak dopiero początek, bowiem teksty Tomaszewskiego dotyczą również spraw tak różnych, jak omówienia krojów pism, wystaw, książek.

Krew jego dawne bohatery, a imię jego czterdzieści i cztery
W czterdziestu czterech tekstach mamy do czynienia z tematyką bardzo różnorodną. Takie bogactwo tematów powoduje, że i z wieloma formami literackimi w „Zapiskach książkoroba” się zetkniemy: znajdziemy tu m.in. biogramy, recenzje, felietony, eseje. Tym, co uderza w przypadku każdego tekstu, jest wyraźnie słyszalny głos autora; niezależnie od tego, czy to tekst pisany z poważniejszej okazji, czy wręcz przeciwnie – sympatyczny drobiazg na temat zabawnych ekslibrisów, ma się wrażenie, że Tomaszewski stara się mówić o temacie jak najbardziej bezpośrednio i przystępnie. Brak akademickiej surowości i mentorskiego tonu powoduje, że nawet laik z zainteresowaniem przeczyta co bardziej specjalistyczne wywody. Niektóre teksty są zresztą jawnie związane z osobą autora: pojawiają się wspomnienia, komentarze, rozważania. Szczególnie wyraźnie widać to w artykułach, w których Tomaszewski spogląda na dzisiejszy stan projektowania graficznego przez pryzmat swoich wcześniejszych doświadczeń i kontaktów z często nieżyjącymi już mistrzami. Autor nie ukrywa zresztą faktu, że zależy mu, by młodsi projektanci pamiętali o osiągnięciach swoich poprzedników, w rozmaity sposób związanych ze sztuką projektowania książek: sporo w tej książce tekstów związanych z szeroko pojmowanym dziedzictwem polskiej typografii.
Tomaszewski stara się równocześnie z wyrozumiałością patrzeć na niektóre dzisiejsze wydawnicze zwyczaje, choć czuć wyraźnie, że niekiedy potrzebuje sporo cierpliwości, i widać, że niekiedy ją traci: „Nie sposób przyzwyczaić się do pewnych metod „pracy edytorskiej”, w których prym wiodą ignorancja, niekompetencja oraz błędnie pojęta oszczędność – sprawiające, że w efekcie powstaje nie książka, lecz bubel”. Wylicza grzechy główne polskiego edytorstwa, nagminnie występujące w polskich wydawnictwach (niektóre przypadki opisuje bardziej szczegółowo, sporadycznie pojawiają się aluzje, czytelne dla wtajemniczonych); najbardziej drażnią go niekompetencja, niedokładność, arogancja.
Gdzie ci mężczyźni, prawdziwi tacy, orły, sokoły, herosy
Przy całej frajdzie, jaką sprawiła mi lektura „Zapisków...” - mam jedno spostrzeżenie. Odniosłem wrażenie, że niespecjalnie autora porusza to, co się obecnie w polskiej typografii dzieje. Znajdziemy w „Zapiskach” obszerne teksty o polskiej sztuce książki przed 1989 rokiem; po tej dacie Tomaszewski skupia się raczej na negatywnych zjawiskach: upadku wydawnictw oraz postępującej komputeryzacji, którą ocenia ambiwalentnie, argumentując, że „komputer to tylko narzędzie”, i że „prawdziwym zagrożeniem zdaje się być SIEĆ”. Zamieszczona pozytywna recenzja wydanej przez słowo / obraz terytoria książki Willberga oraz pochwała AKT-u niespecjalnie tę dysproporcję zacierają. Ucieszyłbym się, gdybym mógł przeczytać, co Tomaszewski sądzi na temat, na przykład, nowoczesnych krojów pisma Łukasza Dziedzica, albo jak mu się podoba „2+3D”. Autor raczej unika tematów, które nie wiążą się bezpośrednio z tradycją, a trochę szkoda, bo ciekawie byłoby spojrzeć na niektóre zjawiska przez pryzmat jego doświadczeń, a nawet upodobań. Wiadomo, że peerelowskie wydawnictwa to nie były na ogół Suhrkampy czy Rowohlty – wystarczy pójść do pierwszej lepszej biblioteki, by przekonać się, że książek wydanych tak, aby przetrwały próbę czasu, znajdziemy niewiele; tymczasem wspomniana wcześniej dysproporcja wywołuje wrażenie, że w jakimś stopniu lata 1945-1989 są utraconą złotą epoką, w której projektanci byli wspaniali, tylko materiałów czasem brakło.
Czas mija – książki zostają (ale raczej te w twardej oprawie)
Za projekt graficzny „Zapisków książkoroba” odpowiada – jak mogłoby być inaczej? - sam autor. Biała okładka jest prawie ascetyczna, wnętrze – już nie bardzo. „Zapiski książkoroba” odbiegają od standardowych produkcji (skład w chorągiewkę, szeroki zewnętrzny margines, ilustracje i przypisy wyrzucone poza krawędź kolumny). Mogą się podobać, albo nie – mnie niespecjalnie przekonuje choćby mnogość zastosowanych krojów pism czy jednakowa wielkość górnego i dolnego marginesu. De gustibus etc., więc dla porządku dodam, że Tomaszewski umieścił w książce kilka zabawnych smaczków: wystarczy spojrzeć na numerację strony trzynastej albo na nawiązanie do książki Dereka Birdsalla Notes on Book Design - tam również w stosownych miejscach okładki i wnętrza pojawiają się podpisy: „okładka”, „grzbiet”, „strona przedtytułowa”, „strona tytułowa” itd. Szkoda, że książka nie mogła być wydana bardziej elegancko – sztywna oprawa na pewno pasowałaby do tego tytułu.
Oby &c. (?)
Przeczytałem „Zapiski książkoroba” z przyjemnością, po części dlatego, że Tomaszewski pisze o rzeczach interesujących, a po części dlatego, że robi to w sposób bardzo przystępny. Brakuje mi nieco jakiegoś kryterium, według którego teksty zostały z dorobku autora wybrane, zastanawiam się, czy nie byłoby lepiej, gdyby uporządkować artykuły według jakiegoś klucza? Ale z drugiej strony – to przecież właśnie zapiski, notatki, a więc coś z definicji nieuporządkowanego – współczesny odpowiednik sylwy, w której z poważną recenzją sąsiaduje zaangażowana filipika; więc chyba ta mnogość tematów i ich przemieszanie są uzasadnione. W każdym razie – taka kompozycja sprawia, że książka wydaje się jeszcze bardziej bezpośrednia i ujmująca. Szkoda tylko, że jest tak niewielka, no, ale może nastąpi ciąg dalszy?
Zapiski książkoroba
Wydawnictwo Do
Warszawa 2006
s. 166





e-mail | www
Polecam! Świetna książka :)
Dodaj komentarz...