2008 01
 
 
 

Cover your shame!
Przemek Dębowski

Osoby zajmujące się historią mody pewnie będą wskazywać różne daty, ale jedno jest pewne: podkoszulka to dziecko XX wieku. W 1902 roku istniejąca do dzisiaj firma Hanes umieściła w swoim katalogu męskiej bielizny model, będący protoplastą dzisiejszej podkoszulki. Ich popularność to jednak nieco zaskakujący efekt uboczny dwóch wojen światowych: amerykańscy żołnierze rozpowszechnili t-shirty w Europie, które obok Jeepów, motocykli Harley-Davidsona i Lucky Strike’ów stały się niezbędnym atrybutem powojennego twardziela. Tryumf podkoszulki przypieczętowało kino: odkąd odziany w t-shirt Marlon Brando podbił serca publiczności rolą Stanleya Kowalskiego w Tramwaju zwanym pożądaniem (1951), koszulki stały się nieodzowną częścią męskiej garderoby.

Dziś t-shirty noszą wszyscy, a większość spośród nas nie poprzestaje na najprostszym modelu. Szukamy interesujących wzorów, grafik, napisów. Koszulka nie jest już jedynie ubiorem: to komunikat. Warto więc może przypatrzeć się, co też naszym ubiorem mówimy.

Najczęściej reklamujemy – i w dodatku słono za to płacimy. Pierwsze koszulki z logo firmy pojawiły się w latach 60., wypuścił je na rynek amerykański browar Budweiser. Zazwyczaj jednak reklamujemy producenta samej koszulki. Może sobie Naomi Klein napisać jeszcze dziesięć tomów „No logo”, ale nadal będziemy kupować koszulki z napisem „Wrangler” czy „Levi’s” i tym samym wysyłać światu zawoalowany przekaz, dotyczący naszego statusu: „jestem na czasie, wiem, co dobre i stać mnie na to”.

Druga grupa: koszulki dowcipne z założenia. Mają to do siebie, że wywołują dość przygnębiające wrażenie. Spotkamy je wszędzie, tematykę mają raczej wąską (np. „Sex Instructor” albo „Na co komu duże cycki, skoro ma się taką dupcię”, klękajcie narody, boki zrywać), a o ich wyglądzie lepiej w ogóle nie mówić: nieładnie kopać leżącego.

Koszulkowy wyścig prestiżowych marek (oryginalnych lub nie) oraz emanacje bawarskiego humoru to jednak drobnostka w porównaniu z pozostałymi napisami, jakie na ogół widnieją na naszych ubiorach. Te pierwsze przynajmniej coś znaczą. W większości wypadków nosimy na sobie coś, co nie znaczy nic.

Rutbad taste canre

Można czasem zobaczyć zdjęcia Azjatów ubranych w podkoszulki, które połamaną angielszczyzną przekazują pozbawione sensu komunikaty (np. „Century 21 Doritos”). Napisy w zachodnim języku przydają ubiorowi (a zatem i jego właścicielowi) swoistego prestiżu – podobnie jak w przypadku koszulki D&G kupionej na Stadionie Dziesięciolecia. O ile można zrozumieć intencje niezamożnych mieszkańców Dalekiego Wschodu, to nie potrafię pojąć, co powoduje, że sami ubieramy na przykład koszulkę z takim napisem:

drukuj o autorze podaj dalej komentuj

Get macromedia Flash Player



czytaj również
->Klasa i masa, czyli V&R dla H&M
->+4812
-> Warstwa pośrednia
czyli o eksperymentach z ubrań.




komentuj
HerKraft
e-mail | www
2008-02-05 14:56:16

Polecam także odwiedzić stronę lowbudget.pl. Chłopaki mają styl i wyczucie w dziedzinie t-shirtów :)
xyz
e-mail | www
2008-02-05 16:00:19

Zdjecie Autora na koncu IMO nieszczesliwe -> ironiczna 
klamra ze zdjeciem na poczatku artykulu... 
hmm
e-mail | www
2008-02-08 15:40:23

straszna amatorka ten artykul, jekies wiadomosci wyssane z palca :(

Dodaj komentarz...