Designment
Adam Buczek

Nie ma co ukrywać potencjału cywilizacyjnego postepu w dizajnie, jego wpływu na nasze doświadczanie życia, choć kwestią sporną pozostanie jego aksjologia, zależna od partykularnych rozwiązań i konsekwencji z tym związanych. Nie ma co ukrywać także faktu, że widoczny staje się przesyt dizajnu jako takiego, dizajnu „masturbacyjnego”. Trudno orzec jak rozkładają się proporcje widzów festiwali czy pokazów, ale można pokusić się o stwierdzenie, że są to w przerażającej ilości ludzie z branży. Ludzie świadomi funkcji społecznej procesu kreatywnego w każdym aspekcie, często opanowani fanatyczną wizją idealnie zaprojektowanego świata według „indywidualnie ujednoliconych modelów”[2]. Oni są twórcami ale nie odbiorcami, nie kupują ale projektują.

Choroby zakazne
Tak więc środowisko często napędza się samo, a skutkiem ubocznym jest reklama, która pompuje fundusze do perpetuum mobile dizajnu. Przeciętny obywatel nie jest w pełni świadom swoich potrzeb, nie jest też świadom rozwiązań zaposkojających te potrzeby. Tak więc zdarza sie, że skuteczny marketing wykształci u niego te potrzeby a następnie dostarczy rozwiązania. Problem jednak w tym, że dobry dizajn nie zawsze trafa pod dach przeciętnego obywatela. Poza oczywistymi wyjątkami (IKEA otwiera i zamyka listę) obecnie szaleje gadżeciarstwo. Większość dizajnu ma bowiem tylko i wyłącznie funkcję rozrywkową. Ergonomia, pragmatyczność nie są w wielu przypadkach istotne. Co jest natomiast istotne, to fakt, że produkt nie jest nowy ale podejście do niego jest nowe. Trudno wymyślić krzesło raz jeszcze, ale jakże łatwo jest je pomalować i dodać niepotrzebne nogi albo dodać druge dno misce. Przyzwyczajenie zostaje, doświadczenie lekko zmienia kierunek, a strach przed nieznanym pozostaje nieznany. Nowe formy dosśiadczenia tymczasowego są nam jak najbardziej potrzebne, szybkie nudzenie się kiepskimi rozwiązaniami musi być uatrakcyjnione kolejnymi pseduo poprawiaczami życia. Dobre i trwale produkty są rzadkością, bowiem czas i doświadczenie nie poddają się standardowym procesom zarządzania. Tak więc rzeka konceptów zalewa nas uświadamiając jak dużo i jak mało zostało zrobione. Projektanci bardzo często są jedynymi odbiorcami tych projektów, jedynymi, którzy je weryfikują. Najistotniejszy element procesu kreatywnego: testowanie zewnętrzne konceptu, zatrzymuje sie na, jakże potrzebnym, poklepywaniu po plecach przez współcierpiących na tą samą chorobę.

Fajne, ale po co?
Kategoria fajności odrywa się od rzeczywistości i szybuje w dobrze znane rejony krótkotrwałego zachwytu: nowa podstawka pod iPoda, nowa półka na książki (o projektowaniu rzecz jasna!) i obowiązkowo jakiś wieszak. Tajemnicą pozostają wciąż ilość sprzedanych produktów, a często też fakt czy zostały w ogóle wyprodukowane. Lubimy się otaczać przedmiotami, często je wymieniając na nowe[3]. Jakże więc przyjemnie jest otaczać się własnymi produkcjami, nawet jeżeli istnieją tylko wirtualnie. Trudno ukryć, że spora ilość projektów wynika z potrzeby pogłaskania własnej próżności i nadziei, że także czyjaś próżność może zostać zaspokojona. Wobec tego brak dystansu i świeżego spojrzenia multiplikuje skonfundowanie zarówno przecietnego Kowalskiego jak i przecietnego dizajnera.





e-mail | www
trochę literówke w tym tekscie, poza tym ciekawa krytyka współczesnego designu
e-mail | www
prawdziwy i bolesny kubeł zimnej wody...dla niektórych chyba nawet zbyt bolesny sądząc po ilości komentarzy
e-mail | www
coś w tym jest! kubeł zdecydowanie...
Dodaj komentarz...