2008 08
 
 
 

Wycinanka na export
Małgorzata Wesołowska

Budynek z dziur, który łączy kurpiowskie motywy z tradycją origami. Architektoniczny hit na ludową nutę, daleki od cepeliady. To wszystko proponują Natalia Paszkowska i Marcin Mostafa – autorzy projektu polskiego pawilonu narodowego na Expo 2010!

Szanghaj, Chiny. Właśnie tu za dwa lata odbędzie się najbliższa Światowa Wystawa Expo. Hasło imprezy, Lepsze miasto – lepsze życie, to odpowiedź na zjawisko urbanizacji, jak kornik toczącej współcześnie Kraj Środka. Licząc od II Wojny Światowej, polski występ w Szanghaju będzie trzecim z kolei pełnoprawnym uczestnictwem w Expo. Długotrwała przerwa w obecności na Wystawach Światowych przypadła na okres PRL-u, a comeback nastąpił dopiero w 2000 roku, w Hanowerze. Nic dziwnego, że w architektonicznym sosie zawrzało, gdy w grudniu ogłoszono wyniki konkursu na polski pawilon w Szanghaju. Laureatami zostali warszawiacy przed trzydziestką, Marcin Mostafa i Natalia Paszkowska, pod skrzydłami nieco starszego architekta Wojciecha Kakowskiego.

Gdyby architekturę porównać do motoryzacji, to pawilon Expo byłby chyba Fiatem 500 – niezbyt duży, nie napakowany technologią, zgrabny w bryle oraz w ruchu, ekonomiczny, ładniutki i metroseksualny. A przede wszystkim – charakterystyczny i zapadający w pamięć.

Przez konkursowe zasieki

Organizatorem polskiej wystawy jest Polska Agencja Informacji i Inwestycji Zagranicznych (PAIiIZ). We wrześniu 2007 roku Agencja o długiej nazwie ogłosiła konkurs architektoniczny na projekt pawilonu, potrzebnego do pomieszczenia polskiej ekspozycji w Szanghaju. Koncepcja programowa tej edycji nakreślona została frapującym hasłem Ludzie tworzą miasto. Organizator oczekiwał prestiżowego, oryginalnego i innowacyjnego projektu, a sam konkurs pragnął uczynić maksymalnie otwartym. Architektura i budownictwo rządzą się jednak innymi prawami niż na przykład szycie spodni i niemożliwe okazało się pominięcie takich wymogów, jak udokumentowane wykształcenie, uprawnienia budowlane, ubezpieczenie, itp. Budowa pawilonu finansowana jest z pieniędzy podatników, cała procedura podlega więc dodatkowo przepisom ustawy o zamówieniach publicznych. Sprytni zwycięzcy konkursu potrafili jednak zgrabnym slalomem ominąć wiele z tych ograniczeń. Powstał projekt miły dla oka, nowatorski, ale osadzony w mainstreamie, charakterystyczny i zapadający w pamięć.

Forma budynku jest jednocześnie barokowa i minimalistyczna. Została zrealizowana idealnie: ani nowobogacko, ani zbyt przaśnie, ani zbyt dosłownie.

Bajerancki ażur

Zwycięski pawilon wygląda jak poskładana i sklejona w przestrzenną bryłę ludowa wycinanka. Całość kojarzy się jednocześnie z Kurpiami i z origami, co na Dalekim Wschodzie może okazać się strzałem w dziesiątkę. Elewacje budynku tworzą powycinane w ludowe wzory drewnopochodne panele w naturalnym kolorze. Pawilon swoim układem jest zgrabnie i prosto dostosowany do przypisanych mu funkcji. Składają się na niego: zadaszona, ale otwarta strefa wejściowa (z planowaną knajpeczką), główna sala ekspozycyjna i opasująca jedną z elewacji rampa, prowadząca na dach-taras. Tworzące ludowy wzór otwory wypełni przezroczyste tworzywo sztuczne, w dzień pawilon będzie więc wykorzystywał światło naturalne. W nocy z jego wnętrza przez ażurową fasadę wydobywać się będą kolorowe laserowe światła. Projektanci chcieliby, żeby meble we wnętrzu zostały wykonane z resztek powstałych przy wycinaniu elewacji, co jest chwalebnym i ekologicznym pomysłem. Pawilon ma zostać wykonany z prefabrykowanych paneli z wodoodpornej sklejki, dzięki czemu po wystawie możliwe będzie jego przewiezienie w elementach do kraju (podobno są już oferty z USA!) i ponowne zmontowanie. Jako że budynek przywodzi na myśl pozaginaną kartkę, wydaje się to być bardzo proste.

Duet i cała reszta

Kim są osoby, którym zawdzięczamy to, że polski pawilon na Expo 2010 nie będzie kolejnym niezgrabnym puzdrem z aluminiowych profili, tak, jak na wystawie w Hanowerze? Marcin Mostafa rok temu obronił dyplom na warszawskim Wydziale Architektury (zaprojektował ośrodek dla uchodźców przy ul. Dobrej w Warszawie). Natalia Paszkowska lada dzień kończy tę samą uczelnię (projekt – rewitalizacja fragmentu osiedla Stegny w Warszawie). Marcin i Natalia nie prowadzili do tej pory formalnie wspólnej działalności architektonicznej ani biznesowej. Żmudnie urządzali wspólne mieszkanie i hodowali kota. Projekt Marcina wykonany pod skrzydłami pracowni ARE wyróżniono w zeszłym roku w konkursie na budynek planowany w miejsce warszawskiego Supersamu. Natalia, zanim serio zabrała się za dyplom oraz chiński pawilon, pracowała w znanej warszawskiej pracowni JEMS. Marcin projektuje też skejtowo-sportowe ciuchy dla firmy Manto, a w parze zwyciężyli i zrealizowali w 2005 roku skromny, ale gustowny pawilonik Zamiasto w konkursie Miejsca.

Wojciech Kakowski, Natalia Paszkowska, Marcin Mostafa

Ale za chińskim pawilonem nie stoją tylko Marcin i Natalia. Wojciech Kakowski, autor między innymi nowego ratusza na warszawskim Ursynowie, był ich wykładowcą na wydziale architektury i od 1996 roku prowadzi biuro architektoniczne Pro-Invest. Powstanie tego trzyosobowego zespołu na okoliczność konkursu PAIiIZ okazało się układem idealnym. Marcinowi i Natalii zapewniono opiekę formalną i konsultacje w kwestii konstrukcji, realizacji i finansów, Wojciech Kakowski zyskał przyjemność obcowania z nieobciążonymi nadmiarem komercyjnych realizacji zespołem. W tworzeniu projektu miał również udział niemały sztab ludzi: konsultant-konstruktor, specjalista od renderingów oraz zdolny makieciarz. Zdobyta nagroda, 80 tysięcy złotych, po podliczeniu kosztów – materiałów, konsultacji branżowych, druku plansz, usług makieciarskich, nie mówiąc o godzinach pracy, spożytej pizzy oraz stresie związanym z protestami krakowskich architektów, których prace odrzucono – wydaje się więc adekwatna.

Do wybudowania pawilonu pozostały dwa lata, negocjacje, rysowanie i konstruowanie trwa. Miejmy nadzieję, że program polskiej narodowej ekspozycji będzie równie gustowny i wyważony, co jego opakowanie. Bursztyn – nasz hit na każdym kolejnym Expo – jest cudownym dizajnerskim materiałem, podobnie jak inny szlagier, sól z Wieliczki. Niechże tylko jakaś młoda krew wymiesza energicznie te składniki.

Miejmy tylko nadzieję, że program polskiej narodowej ekspozycji będzie równie interesujący i wyważony, co jego opakowanie.

drukuj o autorze podaj dalej komentuj

Get macromedia Flash Player



czytaj również
->Londyn Fiszera (I): Dom dla przyjaciół
->„Nie możesz nie znać historii!*” czyli historia Philipa Johnsona (1906-2005)
->Pływacy Hadid
->Nowe miasto na wodzie
->Loophole. Nowy most na Olzie
->Dolce far architettura – wystawa
włoskich młodych biur architektonicznych
w Krakowie




komentuj
fronczewska
e-mail | www
2008-09-26 22:24:59

niech sie dzieje! trzymam kciuki :)

Dodaj komentarz...